Kara dla Beaty Szydło, która premierem była w latach 2015-2017, ma związek ze śledztwem prokuratury, dotyczącym nieprawidłowości w Polskiej Fundacji Narodowej za rządów PiS. Zarzuty w tej sprawie mają już byli szefowie PFN: Maciej Świrski i Cezary Jurkiewicz.
Jak się okazuje, Prokuratura Regionalna w Rzeszowie na potrzeby tego śledztwa chciała przesłuchać wspomnianą Beatę Szydło w charakterze świadka. Była premier miała złożyć zeznania do wątku finansowanej przez PFN szkalującej sędziów kampanii "Sprawiedliwe sądy" w 2017 r.
Jak twierdzi Jaromir Rybczak, szef Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie, śledczy kilkukrotnie wzywali Beatę Szydło na przesłuchanie. Ani razu jednak się nie stawiła, a swojej nieobecności była premier nie usprawiedliwiła. Prokurator stracił więc cierpliwość.
Materiał reklamowy • Chcesz tu być? Dodaj inwestycję
29 lipca zapadła decyzja o ukaraniu Beaty Szydło karą pienieżną w wysokości 3 000 zł za niestawiennictwo na przesłuchanie "bez należytego usprawiedliwienia". Postanowienie jest nieprawomocne, była premier ma prawo zaskarżyć je do sądu.
Prokurator Rybczak wyjaśnił, że każda osoba wezwana w charakterze świadka ma obowiązek stawić się na wezwanie organu prowadzącego postępowanie karne i złożyć zeznania. Jeżeli świadek swojej nieobecności nie usprawiedliwił, to musi się liczyć z konsekwencjami.
- Można nałożyć karę pieniężną w wysokości do 3 000 zł - wyjaśnia Jaromir Rybczak. I właśnie maksymalną karę wlepiono Beacie Szydło, która od 2019 roku jest europosłanką PiS.
Komentarze
Zaloguj się
Utwórz konto